Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dietetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dietetyka. Pokaż wszystkie posty

25 sierpnia 2018

Nie tylko karmię, ale i leczę- reforma szkolnictwa wyższego degraduje dietetyków

Myślałam, że jak już skończę studia, to wszelkie reformy w szkolnictwie wyższym będą mnie obchodzić tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ale jak widać, polski rząd zawsze znajdzie sposób żeby mnie zaskoczyć- i jak zwykle- negatywnie. 

W nowym projekcie rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego żywienie człowieka zostało sklasyfikowane jako dziedzina nauk rolniczych, a nie ochrony zdrowia. Nie obrażając kierunków rolniczych, ale jest to dla nas Dietetyków degradacja i odmawianie nam miejsca w działaniach na rzecz poprawy zdrowia i profilaktyki. Nie dość, że mój zawód nie jest jakkolwiek uregulowany prawnie- bo dietetykiem może się nazywać każdy szarlatan, a nie tylko osoba z wykształceniem wyższym w tym kierunku- to teraz ranga tego zawodu może polecieć na łeb, na szyję.

Jak widać rządzący nie uznają, że profilaktyka chorób i wspomaganie leczenia dietą są istotne. Szkoda tylko, że życie pokazuje, że jest inaczej. Wielu chorobom możemy zapobiegać dzięki odpowiedniemu sposobowi żywienia. Co więcej leczenie wielu schorzeń możemy dietą wspomagać. Czasami zmiana nawyków żywieniowych jest jedyną formą leczenia- jak w przypadku celiakii. 

Mieliśmy stać przy łóżku pacjenta- a odsyła się nas na pole. Tak, dietetyka wiąże się z żywnością, ale jest również dziedziną MEDYCYNY. Gdyby było inaczej, może na studiach powinni nas zabierać na pole i kazać obserwować jak rosną ziemniaki? Po co zajęcia z anatomii, po jakiego grzyba był mi kliniczny zarys chorób, praktyki w szpitalu? Po co? Czy nie po to, żeby pomagać? 

Moim zadaniem w pracy dietetyka nie jest tylko zalecanie ludziom zdrowego odżywiania- moim zadaniem jest wybranie takiego sposobu żywienia, który będzie wpływał na zdrowie danej osoby- mam pomagać w leczeniu.

Nie przepisuję leków, które mają pomagać, ale przepisuję dietę, która ma spełniać to samo zadanie. I aby to zrobić, muszę posiadać wiedzę nie mniejszą niż lekarz- muszę wiedzieć jakie są objawy chorób, jakie ich skutki. Moim zadaniem jest zalecanie konkretnych produktów, a odradzanie tych, które mogą szkodzić. Nieustannie muszę mieć rękę na pulsie, kiedy prowadzę pacjenta, bo nieprawidłowo dobraną dietą, mogę komuś zrobić krzywdę. Muszę stale się uczyć i poszerzać swoją wiedzę. Nie mogę raz wyuczonej czynności powtarzać bezmyślnie- zalecenia się zmieniają, nauka idzie do przodu, ja muszę nadążać. I chciałabym, żeby to było warte zachodu- chciałabym być traktowana poważnie. 

Lekarzy nie przeszkala się z żywienia w chorobach- takie są realia. Pracując w szpitalu widzę to doskonale. I choć są wybitnymi specjalistami w swoich dziedzinach, to ja jestem w szpitalu po to, aby nie musieli dokładać sobie kolejnej porcji wiedzy- fajnie, jeśli uznają żywienie za ważny element leczenia, ale spokojnie mogliby edukację i pomoc w tym zakresie złożyć na barki dietetyków. I my naprawdę na to czekamy- bo chcemy pomagać, bo czujemy się pewni w naszej dziedzinie i wiemy, że możemy żywieniem wpływać na zdrowie pacjenta. 

Ale nie- odmawia nam się do tego prawa- nie regulując naszego zawodu, a teraz wrzucając go do koszyka kierunków rolniczych. Rolnictwo jest jednym z ważniejszych sektorów w rozwoju państwa- nie da się ukryć tego, że wszyscy musimy jeść. Ale zadaniem rolników jest dostarczenie żywności. My dietetycy mamy inne zadania- tak jak lekarze, pielęgniarki i ratownicy wpływamy na ludzie zdrowie i jakość życia. Nie ma tu lepszych i gorszych dziedzin- lekarz nie jest lepszy od rolnika- po prostu każdy pełni w tym systemie określoną funkcję- nam naszego miejsca w tym łańcuchu się odmawia. 

Jeśli macie chwilę czasu, to podpiszcie proszę petycję: LINK. Być może uda się narobić wystarczająco dużo hałasu, aby głos dietetyków został usłyszany. Jesteśmy małą grupą zawodową, którą nieustannie się ignoruje, więc potrzebujemy wsparcia! 

8 kwietnia 2018

Książka, którą naprawdę każdy powinien przeczytać: "Ile ważą emocje? Małgorzaty Kuberskiej- Kędzierskiej

Witajcie!
Niedawno wydawnictwo Galaktyka zaproponowało mi recenzję ich najnowszej książki, która premierę miała 6 kwietnia. Zatem to zupełna nowość, ale mam nadzieję, że szybko zyska rozgłos. Przed sięgnięciem po nią, trochę nie wiedziałam czego się właściwie spodziewać, ale okazało się, że zupełnie zachwyciłam się książką "Ile ważą emocje?". Bo nie dość, że jest związana z moją profesją, to jeszcze jest po prostu bardzo dobrą, mądrą książką. I szczerze uważam, że przeczytanie jej, może wnieść coś do życia każdego z nas. Bo o emocjach w naszym kraju nie mówi się za dużo, a mają one przecież wpływ na to jak wygląda nasze życie, a także odżywianie. 

Autorka zaprasza nas do swojego gabinetu, pozwala nam poznać swoich pacjentów, którzy przychodzą do niej po pomoc w zrzuceniu kilku kilogramów lub poradzeniu sobie ze swoimi problemami żywieniowymi. Nie przychodzą jednak po poradę co jeść, po to zapewne udali by się do dietetyka, ale aby dowiedzieć się, co nimi kieruje, kiedy nie mogą powstrzymać się przed nadmiernym objadaniem się. Poznajemy 5 osób i ich osobistych historii i problemów. Autorka (za zgodą pacjentów) pokazuje nam fragmenty ich wspólnych rozmów, każda ramowa jest też odpowiednio skomentowana przez panią Małgorzatę. Mamy więc studium przypadku i komentarz specjalisty- to pomaga nam zrozumieć mechanizmy rządzące naszymi emocjami. Nadaje też dydaktyczny wymiar książce- myślę, że każda osoba pracująca z ludźmi powinna ją przeczytać, szczególnie osoby, które mają nieść pomoc i leczyć. Pacjenci p. Małgorzaty Kuberskiej- Kędzierskiej nie mierzą się tylko z problemem wagi, ale również innymi schorzeniami, które mają podłoże psychosomatyczne (czyli ich występowanie silnie wiąże się z emocjami, nastawieniem, psychologią człowieka, a nie tylko ze szwankowaniem fizjologii i anatomii ciała). 

10 marca 2018

Zdemaskowałam żywieniowych blogerów! Co odkryłam...?

Zdemaskowałam żywieniowych blogerów! Co więcej, napisałam o tym magisterkę. I dostałam za to piąteczkę (nie chwaląc się). Tak moi drodzy, w celu uzyskania tych pięknych 3 literek "mgr" przed nazwiskiem, zajęłam się analizą najpopularniejszych blogów żywieniowych w Polsce. Konkretnie były to dostępne na nich jadłospisy
To ja, szczęśliwa, że to już koniec ślęczenia w ławce i robienia prezentacji multimedialnych. Hurra!
Czy w ogóle umieszczanie gotowych jadłospisów w internecie ma sens? W końcu każdy z nas lubi inne produkty, ma duże lub małe zdolności kulinarne, różne zapotrzebowanie na poszczególne składniki diety. Ale z drugiej strony, jeśli ktoś nie do końca wie, jak się zdrowo odżywiać, to może fajnie by było troszkę podejrzeć, co je mój ulubiony bloger lub znana z czeluści internetu i Pudelka trenerka? Ja jako zwolenniczka indywidualizowania diety, raczej bym przed tym przestrzegała, ale jeśli ktoś jest zdrowy i w pełni sił, to może skorzystać- czemu nie? Krzywdy przez jeden dzień sobie nikt nie zrobi. 

Ale jak już zajęłam się tym tematem na poważnie (bo magisterka to poważna rzecz jest), to chciałabym podzielić się z Wami kilkoma wnioskami. Czyli ponarzekać, bo kto tego nie lubi?

Bo niestety, okazało się, że nie jest dobrze! Przed rozpoczęciem pisania i robieniem badań, miałam świadomość, że szału nie będzie- że pewnie część jadłospisów będzie słaba, część może taka pół na pół, a kto wie, może kilka mnie zaskoczy swoją jakością. Nie chcę tu wyznaczać paluszkiem kto był złym blogerem, kto dobrym, każdy swoją stronę może prowadzić jak chce. Ale moim zdaniem, jeśli doradzamy komuś w kwestiach zdrowotnych, to ciąży na nas pewna odpowiedzialność. Jeśli sami odżywiamy się w taki, a nie inny sposób, to OK. Ale jeśli to publikujemy, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ktoś może się tym bardzo zainspirować. 

Badane jadłospisy przyporządkowałam do 3 grup:
  • diet niskokolarycznych- w przeważającej części były to diety odchudzające, 
  • diet normokalorycznych- ich zadaniem było pokazanie "zdrowego i wartościowego" sposobu odżywiania
  • diet wysokokalorycznych- dla osób aktywnych fizycznie- najpierw masa, potem rzeźba ;)
Największą grupą okazała się grupa jadłospisów z obniżoną kalorycznością- czyli najpopularniejsze diety, to te odchudzające lub te w których autor pożałował nam jedzenia :( Albo sobie.

Powinnam tu teraz wkleić ładną tabelkę- każdy wpis z porządną tabelką wygląda lepiej... 
Post z obrazkami-  jest poważnie.
I jasne, każdy nasz dzień nie musi być idealnie zbilansowany, ale jeśli będziemy jeść tak częściej, to cóż... Podwyższony cholesterol, zaparcia, choroby układu krążenia itp. itd. Za mało błonnika o 6 gram nie brzmi poważnie, ale jeśli norma wynosi 25 g, a zalecenia mówią, że właściwie ok. 30- 50 g błonnika to taka odpowiednia ilość, to te biedne 19 g błonnika dziennie brzmi kiepsko. Albo przekroczenie 300 mg cholesterolu o 196 mg? 496 mg cholesterolu to dużo, nawet jeśli jest to tylko jeden dzień.

Innym aspektem jest małe urozmaicenie tych diet. Gdy wprowadzałam je do programu, miałam wrażenie, że w kółko wpisuje te same produkty:

  • płatki owsiane
  • jogurt naturalny
  • banany
  • pierś z kurczaka. 
To "top 4", to nie są produkty niezdrowe, ale jeśli ktoś zrobi rundę po jadłospisach z blogów, to będzie jadł tylko to. Jest tak wiele różnych produktów- czasem warto zaproponować coś innego. 

No tak, trochę sobie ponarzekałam, może trochę podpadłam środowisku blogerów, ale myślę, że przedstawiłam całkiem ciekawe wnioski. Niech magisterka przysłuży się mojemu fejmowi! :) 

21 stycznia 2017

Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej- nadzieja na rzetelne źródło wiedzy o odżywianiu. Moje wrażenia po konferencji prasowej :)

Witajcie :)

Jak już Wam wspominałam, w czwartek miałam okazję uczestniczyć w konferencji prasowej poświęconej otwarciu Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej powołanego przy Instytucie Żywności i Żywienia w Warszawie. I choć rajd z Bydgoszczy do Warszawy i z powrotem był bardzo męczący, to uczucie to zdecydowanie niwelowały pozytywne wrażenia po konferencji :)

Jestem naprawdę wdzięczna za zaproszenie z kilku powodów. Wydarzenie miało miejsce w IŻŻ i sama wizyta tam była dla mnie troszkę jak spełnienie marzeń. Jest to główna instytucja zajmująca się zdrowym odżywianiem w Polsce- trochę taki "statek- matka" dla każdego dietetyka ;) Po drugie miałam okazję zobaczyć na żywo wiele osób, które poznałam poprzez naukę z ich podręczników, czytanie ich artykułów. Nie zliczę godzin, które spędziłam na studiach ucząc się z podręczników prof. Jarosza, a teraz mogłam zobaczyć go na żywo. To było niesamowite :) 
prof. dr hab. n. med. Mirosław Jarosz, kierownik projektu Zachowaj Równowagę, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia

Ale oczywiście nic z tego by się nie wydarzyło, gdyby nie fakt powstania Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej. Gdy usłyszałam o tym przedsięwzięciu, pomyślałam sobie "nareszcie". W Polsce zdecydowanie brakowało miejsca, które zajęło by się edukacją, a poprzez to profilaktyką chorób dietozależnych, a także nadwagi i otyłości. Z pewnością NCEZ będzie świetnym źródłem wiedzy o zrównoważonym odżywianiu i stylowi życia, nie tylko dla dietetyków i osób z branży, ale dla każdego Polaka- od małych dzieci i ich rodziców, po osoby zmagające się z różnymi schorzeniami, osoby starsze i po prostu dbające o swoje zdrowie i nawyki żywieniowe. 

Cieszy mnie instytucja, która będzie takim głosem rozstrzygającym w spornych kwestiach. Brakowało mi takiego źródła wiedzy, na które mogę się spokojnie powołać, gdzie sprawdzić mogę najświeższe dietetyczne nowinki, które będą zweryfikowane przez specjalistów o dużo większym doświadczeniu i wiedzy. 
dr Guido Beltrani, dyrektor Biura Szwajcarsko- Polskiego Programu Współpracy przy Ambasadzie Szwajcarii w Polsce

NCEZ swoje fundamenty ma w Szwajcarsko- Polskim Programie Współpracy, który przejawiał się jako inicjatywa "Zachowaj Równowagę". Na konferencji mogliśmy wysłuchać podsumowania projektu oraz dowiedzieć się nieco więcej o stanie wiedzy Polaków o zdrowym żywieniu. Wnioski z tej części konferencji są jasne- nadal mamy problem z wykorzystaniem naszej wiedzy żywieniowej w praktyce, informacje które posiadamy są często dość powierzchowne i nadal tkwią w nas mity żywieniowe, które powtarzamy od lat. Na szczęście zdrowy styl życia jest dla Polaków pociągający i atrakcyjny. Brakowało nam tylko dobrego, rzetelnego źródła wiedzy. W tej części programu konferencji prasowej mieliśmy okazję wysłuchać dr Guido Beltraniego- dyrektora Biura Szwajcarsko- Polskiego Programu Współpracy, który podsumował projekt "Zachowaj Równowagę" oraz dr n. med. Agnieszkę Jarosz, która poprowadziła prezentację poświęconą właśnie wiedzy Polaków. Dr Jarosz zaprezentowała nam również sondę uliczną, w której mieszkańcy Warszawy starali się rozstrzygnąć kilka żywieniowych zagwozdek. Zobaczcie sami:


Potem przyszedł czas na prezentację portalu internetowego NCEZ oraz studia filmowego. Strona wystartowała w czwartek, więc my, jako osoby zgromadzone na konferencji, byliśmy jednymi z pierwszych osób, które mogły ją zobaczyć. Prezentację poprowadził pan Tomasz Szymański, który odkrył przed nami kilka fajnych funkcji dostępnych na stronie. Mi osobiście bardzo podoba się intuicyjny układ strony, dostosowany również do mniejszych urządzeń niż komputer- tabletu i telefonu. Ja wracając z Warszawy miałam dobre 3 godziny żeby po stronie pobuszować i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Myślę, że w miarę rozwoju strony będzie jeszcze lepiej, ale już teraz mamy dostęp do wielu treści, w tym bazy filmików, w których możemy zobaczyć wypowiedzi ekspertów, wskazówek dla różnych grup społecznych np. kobiet w ciąży czy też seniorów, a także materiały dla producentów żywności i wiele, wiele innych. Zerknijcie również do działu "do pobrania" znajdziecie tam fajne materiały :) 

Studio nagraniowe 
To był z pewnością emocjonujący dla mnie dzień. Na pewno za każdym razem, gdy usłyszę o NCEZ lub też wejdę na stronę internetową, będę myślami wracać do tej konferencji :) Wracać do niej pewnie będę też na blogu, bo spotkanie to podsunęło mi kilka pomysłów na nowe wpisy dla Was. 

Koniecznie zajrzyjcie na http://ncez.pl/ i zerknijcie co eksperci dla nas przygotowali ;) Oby ta inicjatywa rozwijała się jak najlepiej, tak abyśmy wszyscy mogli się cieszyć dobrym zdrowiem i kondycją fizyczną. Bo chyba zmiana na lepsze na tym polu, jest dla każdej osoby związanej z żywieniem, medycyną i dietetyką bardzo ważna, dla mnie również :)

30 grudnia 2015

Pomoc w noworocznych postanowieniach- Dzienniczek diety dla każdego :)

Hej :)

Nowy Rok jest tuż, tuż, a jak wiadomo, jest to czas postanowień i pewnych podsumowań odchodzącego roku. Jestem pewna, że dla wielu z Was, ten czas jest motywatorem do wprowadzania zmian, również na polu zdrowego odżywiania :) Aby zacząć z przytupem i pomóc sobie w pilnowaniu tego, co jemy na co dzień, warto zapoznać się z Dzienniczkiem diety serwisu Dietomat.
Zapisywanie wszystkiego co się zjadło w ciągu całego dnia, jest jedną z najprzydatniejszych metod w dietetyce, służącą analizie nawyków żywieniowych danej osoby. Zwykle analizą naszych zapisków zajmuje się dietetyk, ale mając pewien zasób wiedzy żywieniowej i garść rozsądku (bez niego ani rusz :D), możemy tego dokonać sami. Zapiski prowadzone w zeszycie odchodzą do lamusa, a na scenę wkraczają nowe i bardzo wygodne metody prowadzenia swojego dzienniczka. Dziś chciałabym polecić Wam jeden z nich.

Zasada działania Dzienniczka diety serwisu Dietomat jest bardzo prosta- na początku, przy rejestracji w serwisie, wypełniamy dane do naszego profilu, a także wypełniamy krótki kwestionariusz osobowy. Na podstawie naszych wymiarów (przyda się centymetr!), masy ciała i wzrostu, a także tego, ile kilogramów chcemy ważyć, zaplanowane zostaje, ile kalorii musimy spożyć każdego dnia, aby po jakimś czasie cieszyć się ze zmiany. Potem wypełniamy również krótki kwestionariusz żywieniowy. Serwis zbiera o nas dużo danych, co jak myślę, przekłada się na dokładność i indywidualne dopasowanie dla nas diety.
Dane przykładowe
Plan żywieniowy nie opiera się na jakiś szalonych i nierealnych założeniach, nie jest to plan dzięki któremu można schudnąć 10 kg w 2 dni. Utrata kilogramów zaplanowana jest na bardziej rozsądnej zasadzie- na zrzucenie jednego kilograma mamy ok. 1 tygodnia, nawet nieco ponad. Jest to tempo zalecane przez każdego dietetyka, pozwala ono na zachowanie nowej sylwetki, bez ryzyka efektu jojo. To jest na pewno jeden z większych plusów tego narzędzia. Na pewno wpływ ma na to fakt, że jest to dzienniczek stworzony przez dietetyków. 

25 września 2015

UWAGA!!! Super książki z przepisami w Biedronce!

Hej, hej! 
Mam dla Was info o świetnych książkach z przepisami, które można dostać w Biedronce :) Ja jestem nałogowcem jeśli chodzi o kupowanie książek, nie tylko kucharskich i dietetycznych, ale wszystkich. A Biedronka uparcie pozbawia mnie pieniędzy z portfela, mając w ofercie nowości książkowe w atrakcyjnych cenach :) A dzisiaj w ramach promocji 3 książki za 2 udało mi się nabyć nowe pozycje na moją półkę :) Daję i Wam mały podgląd, może i Wy się skusicie :) Ale jak wydacie wszystkie oszczędności na książki, proszę mnie nie obwiniać! :)

24 sierpnia 2015

Do poczytania: "Dieta bez diety"

Hej :)
Jako wielka miłośniczka książek, nigdy nie przepuszczam okazji by poczytać coś, nie tylko dla czystej przyjemności, ale i w celach edukacyjnych :) Jako dietetyk często sięgam po książki pojawiające się na polskim rynku wydawniczym, które skupiają się na tematyce zdrowego odżywiania. Czasami ciężko mi w nich znaleźć jakieś nowe, nieznane mi treści, ale sprawdzam co przekazuje się laikom w świecie zdrowego odżywiania. 

Skusiłam się ostatnio na książkę "Dieta bez diety- czyli jak schudnąć przy okazji" Fundacji Pro-Test. Jest to jedna z fajniejszych, "dietetycznych" pozycji na mojej półce :) 

14 sierpnia 2015

Moje ulubione infografiki

Cześć! Achhh ta piękna pogodna za oknem nie skłania do siedzenia przed komputerem, oj nie ;) Zamierzam korzystać z pogody, ale zostawiam Wam nieco fajnych infografik do przejrzenia. Zbieram takie smaczki w czeluściach internetu i dzisiaj chcę się nimi z Wami podzielić! Infografiki nie należą do mnie, starałam się, by były podpisane przez ich twórców. Miłej lektury!
 Problem wielu kobiet- dzięki odpowiedniemu odżywianiu i aktywności fizycznej możemy z nim walczyć!

11 lipca 2015

Oficjalnie dietetyczka :)

Hej :) Miło mi ogłosić, że wczoraj nareszcie zostałam licencjonowaną dietetyczką! Po 3 latach studiów, które nie były sielanką, ale pasmem ciężkiej pracy, udało mi się obronić moją pracę licencjacką, odpowiedzieć prawidłowo na pytania egzaminacyjne i uzyskać 5 :) Nadal trochę nie mogę uwierzyć, że te 3 lata tak szybko upłynęły. Teraz pozostaje mi tylko zastanowić się gdzie się udać na magisterkę i składać papiery ;)

Moja praca licencjacka dotyczyła żywienia w niedokrwistości z niedoboru żelaza, więc możecie się spodziewać wpisów o tej właśnie tematyce w najbliższym czasie. Schorzenie to dotyczy dużego odsetka osób, więc myślę, że warto podzielić się swoją wiedzą w tym temacie ;) Zapraszam więc wkrótce! :)

15 listopada 2014

Dietetyczne aplikacje na androida, które polecam

Cześć! 
Dzisiaj opowiem Wam co nieco o moich ulubionych aplikacjach na telefon lub tablet, które warto znać :) Telefon mam raczej starożytny- chyba tylko rozkład autobusów mi się na nim nie zacina, także ze wszystkich aplikacji korzystam na tablecie. A kiedyś żyłam w przekonaniu że taki gadżet nie jest mi do niczego potrzebny haha :)

W  świetle moich ostatnich notek o wodzie i nawodnieniu organizmu, przedstawiam Wam Kalkulator nawodnienia, stworzony przez firmę Żywiec zdrój. Możemy też sprawdzić naszą dzisiejszą sprawność umysłową, bo jak już wiemy brak wody zakłóca nasze funkcje poznawcze. 
Na początku mamy małą metryczkę, gdzie ustalamy naszą płeć i inne parametry: wiek, wzrost, masę ciała i tryb życia. Aplikacja to trochę taki notatnik, w którym zapisujemy ile i jakie napoje spożyliśmy w ciągu dnia i porównuje to do naszego zapotrzebowania. Fajna sprawa, ale pamiętajmy, że źródłem płynów w diecie są też pokarmy- owoce, warzywa, zupy. 
Jedną z najprostszych, ale chyba najbardziej przydatnych aplikacji są Tabele kalorii. 


Wpisujemy produkt i od ręki mamy jego wartość energetyczną i zawartość białek, tłuszczów i węglowodanów. Nie jest to jakoś bardzo rozbudowana aplikacja, ale kiedy szybko muszę coś sprawdzić, spisuje się bardzo dobrze. 
Kolejna aplikacja sprawdzi się na urządzeniach nałogowych czytelników etykiet na produktach :) E- food wprowadzi nas w świat dodatków do żywności, pozwoli też na przeanalizowanie składu konkretnego produktu- wystarczy zeskanować jego kod kreskowy. Możemy również pomóc twórcom aplikacji we wzbogacaniu ją w nowe produkty :)  Jestem fanką ;) 



Kolejną aplikacją jest EatFitFree: mam ją od niedawna, ale już mogę powiedzieć, że jest bardzo przyjemna. Po ustawieniu swoich parametrów, proponuje nam określone diety: dla mnie było to 1500, 2000 kcal lub dieta bezglutenowa, w wersji płatnej mamy też dietę 1200 kcal i śródziemnomorską. Aplikacja proponuje nam określony zestaw 5 posiłków, który z łatwością możemy modyfikować- wystarczy "przesunąć" posiłek i w jego miejsce pojawia się nowa propozycja. 

Jeśli Wy znacie jakieś fajne aplikacje godne polecenia, piszcie w komentarzach!