6 maja 2016

Do poczytania: "Zdrowe jelita, zdrowe życie" Joachima Bernd Vollmera + kod rabatowy do księgarni Dobreksiazki.pl dla Was!

Witajcie!
Dzisiaj mam dla Was kolejną recenzję książkową, możliwą dzięki księgarni internetowej http://dobreksiazki.pl/ W ramach współpracy otrzymałam książkę "Zdrowe jelita, zdrowe życie. Poznaj i wyeliminuj ukrytą przyczynę wielu chorób" autorstwa Joachima Bernd Vollmera- niemieckiego lekarza. Książkę możecie zakupić pod TYM linkiem. Dodatkowo księgarnia przygotowała niespodziankę nie tylko dla mnie, ale także dla Was, moich czytelników :) Jest to kod rabatowy na zakupy w księgarni, ważny do końca maja. 


Muszę przyznać, że mam co do książki nieco mieszane uczucia. Autor i ja mamy raczej odmienne poglądy co do zdrowego odżywiania i sposobu leczenia chorób przewlekłych. J. B. Vollmer pokłada dużą wiarę w naturalnym leczeniu wielu schorzeń, zdrowie ludzkie oddając w ręce "medycyny" naturalnej, domowym sposobom i innym praktykom, które współczesny świat medycyny raczej potraktuje z przymrużeniem oka. 

Zaczynając lekturę, zwróciłam uwagę na bardzo ładny wstęp, który brzmi: "W wielu rzeczach możemy być różni, lecz jedno wszyscy mamy ze sobą wspólne: pragnienie wiecznego zdrowia". I tak jak różnimi się pod wieloma względami, także nasze dążenie do zdrowia może obrać inne ścieżki. Autor przedstawia właśnie jedną z nich. Czy słuszną? Moim zdaniem, nie zawsze, chociaż oddając autorowi sprawiedliwość, często ma wiele racji w swoich poglądach i bardzo trafnie oddaje stan naszego społeczeństwa. Odpowiedzialność za zdrowie autor widziałby chętniej w naszych rękach, niż w rękach lekarzy. I nie mogę uznać, że jest to zły pomysł, ale w niektórych schorzeniach wizyta u lekarza specjalisty jest absolutnie konieczna. Także lekceważenie poglądów i ogólnie przyjętych praktyk medycznych, na rzecz sposobów wywodzących się ze starożytności lub wierzeń ludowych, brzmi po prostu nieprofesjonalnie. I nie zrozumcie mnie źle- nie twierdzę, że domowe sposoby są nieskuteczne lub głupie, ale należy podchodzić do takiego samoleczenia z dużą dozą rozsądku, wiedzy i ostrożności. Autor wielokrotnie podkreśla jednak, że przed przystąpieniem do przedstawianych przez niego kuracji, należy skonsultować się z lekarzem. 

Choć w niektórych sprawach nie zgadzam się z autorem, to muszę przyznać, że jest też kilka elementów, które i ja uważam za istotne w leczeniu czy też wprowadzaniu nowych, zdrowszych nawyków żywieniowych. Jedną z takich rzeczy jest holistyczne podejście do zdrowia człowieka, na które składa się nie tylko ciało, ale także i umysł. Zmiana często musi zajść w głowie, aby dopiero mogła objąć cały organizm. 


Autor doskonale charakteryzuje współczesną żywność, nieustannie przekonując nas do sięgania po produkty naturalne, a nie przetwarzane przemysłowo. Zwraca uwagę na fakt, że ilość pokarmu w diecie, nie zawsze idzie w parze z jakością i to na to drugie powinniśmy kłaść nacisk. 

Część książki poświęcona jest opisywaniem schorzeń pacjentów doktora, a także w jaki sposób udało mu się im pomóc. I tu moje kolejne zastrzeżenie, są to często niepotwierdzone w żadnych badaniach sposoby, niemające żadnego podłoża medycznego. A ja lubię jak coś jest sprawdzone, przebadane i pewne ;) Nie odmawiam skuteczności domowym sposobom leczenia, ale raczej osobiście miałabym obawy, że coś może pójść nie tak. Dodatkowo różnego rodzaje kuracje autora, polegające na głodówkach, dietach jednoskładnikowych, itp. są niedoborowe w składniki odżywcze i mineralne i obawiałabym się niedoborów tych składników u pacjentów. 

Co do samego sposobu odżywiania promowanego przez J. B. Vollmera, daje nam on wiele wskazówek, ale nie zawsze będących w zgodzie z aktualnym stanem wiedzy i zaleceniami żywieniowymi. I tak, choć zaleca uregulowanie pór posiłków, a także spokojne, dokładne przeżuwanie dla lepszego trawienia, to rekomenduje spożywanie tylko 2- 3 posiłków w ciągu dnia. Twierdzi, że w ten sposób będziemy oszczędzać narządy trawienne (wątrobę, trzustkę, jelita), bo ich praca nie będzie ciągła, tylko skoncentrowana na tych 3 porcjach pokarmu. Jest jeszcze kilka takich różnic, ale mogą też wynikać z tego prostego faktu, że autor jest lekarzem niemieckim. Możliwe że zalecenia żywieniowe za zachodnią granicą są nieco inne. 

Podczas lektury czasami miałam ochotę sprawić autorowi owacje na stojąco, a czasami wręcz przeciwnie, wdać się z nim w zażartą dyskusję, bo niektóre z jego poglądów sprawiały, że moja dłoń wędrowała do czoła z uczuciem zupełnej rezygnacji. Komu poleciłabym tą książkę? Myślę, że osobom chcącym znaleźć inną drogę do zdrowia, również osobom, które chcą poszerzyć swoje horyzonty i dowiedzieć się czegoś nowego o alternatywnych sposobach leczenia. 

Dzięki rabatowi od księgarni, możecie sięgnąć po "Zdrowe jelita, zdrowe życie" i sami przekonać się, czy zgadzacie się z opiniami autora. Możecie również wirtualnie pobuszować po księgarni http://dobreksiazki.pl/ i znaleźć również inne książki o zdrowiu i prawidłowym odżywianiu :)

4 komentarze :

  1. Wstęp i cytat na początku rzeczywiście trafny. Pogląd przedstawiony w książce może budzić mieszane uczucia i samej trudno mi się do niego ustosunkować, bo choć uważam, że domowe sposoby leczenia są dobrym rozwiązaniem, to jednak wizyta u specjalisty bywa często konieczna. Ciekawa pozycja się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa i w pewnych momentach kontrowersyjna, ale nie uważam żeby przeczytanie tej książki było straconym czasem ;)

      Usuń
  2. Hm, ja nawet kiedyś słyszałem, że jedzenie 5 posiłków dziennie to ryzyko rozwoju chorób nowotworowych i że niby takie są badania naukowe. Ja się uśmiałem z tego, bo po pierwsze 5 posiłków dziennie powoduje dostarczenie odpowiednich składników odżywczych i pokarmowych, ale również nie mamy ochoty z jedzeniem słodzyczy, a po 2 to nie ma żadnych potwierdzonych badań naukowych odnośnie chorób związanych z jedzeniem 5-ęciu posiłków dziennie, również w mojej opinii jako specjalisty żywienia zbiorowego, gdzie 5 posiłków to podstawa racjonalnego żywienia. Odnośnie naturalnym leczeniem, to ja przyznam Tobie również rację, gdyż są choroby, gdzie wymaga konsultacji lekarza, a leczenie u znachorów to moim zdaniem totalna głupota i dziwię się, że ludzie wierzą w te ludowe i dawne obyczaje medycyny :) Ja również leczę się naturalnymi lekami jak np. czosnek, cebula itp., ale są sytuacje, gdzie konieczna jest wizyta u lekarza. Dla ciekawostki mogę powiedzieć, że w epoce wiktoriańskiej za panowania królowej Wiktorii, apteki działały na zasadzie eksperymentu, gdzie tak naprawdę leki nie do końca działały na dane choroby. Wówczas dawni aptekarze wyrabiali różne mikstury własnoręczne na bazie roślin, ale w tym okresie panowały różne choroby np. cholera, gdzie ludzie wierzyli w cudowny moc lekarstw :) Co ciekawe, aptekarze z tego okresu dawali dzieciom, czy też dorosłym leki z dodatkiem np. opium i innych związków, nawet tych, które dzisiaj są zakazane. Jak widać, taki rozwój aptekarstwa w epoce wiktoriańskiej był ciekawy z punktu widzenia historii :) Recenzja tej książki jest fajna :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając Wasze wypowiedzi, stwierdziłam, że sama też sięgnę po tą publikację. Z resztą od dłuższego czasu staram się dbać o swoje zdrowie, szczególnie uważając na to, co jem, więc na pewno będzie to dla mnie interesująca lektura:)

    OdpowiedzUsuń